Meredith Selene Boswford

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Meredith Selene Boswford

Pisanie by Meredith Boswford on Pon Sie 30, 2010 9:50 pm

Imię: Meredith, Selene;
Nazwisko: Boswford;
Data urodzenia: 2. luty 1959 rok;
Rok nauki: VI;
Czystość krwi: krystaliczna;
Status majątkowy: przeciętny;
Miejsce zamieszkania: Silvermines - stary, zniszczony dworek, który z każdym rokiem wygląda coraz gorzej...

Rodzina: Kiedyś Meredith z całą pewnością miała pełną i, być może, szczęśliwą rodzinę. Ale jeśli tak było to ona tego nie pamięta. W każdym razie nie posiada obecnie ani matki, ani ojca, ani rodzeństwa.
Mieszka u swej, znienawidzonej należy dodać, owdowiałej ciotki, która, nie dość, że jest stara, to jeszcze jest skończoną dewotką i hipokrytką. Była siostrą jej ojca i kochała go bezgranicznie. Mer nie wie dlaczego, ale obwinia ją o jego śmierć.
Nie zajmuje się niczym konkretnym. Szczerze mówiąc – wyczerpuje resztki rodzinnego majątku, które jej ojciec pozostawił jej bratu, a które w efekcie przypadły jej po jego śmierci. Nie ma stałej pracy, wykonuje jednak eliksiry na zamówienie. Silne eliksiry, należy dodać. W większości są to trucizny, za które czesze niezłą kasę. Jednorazowo i raz na jakiś czas, ale jednak – pozwala jej to przeżyć. Jej i bachorowi jej ukochanego brata…
W młodości (która zakończyła się dobre czterdzieści lat temu) pracowała w Ministerstwie Magii, ale kiedy tylko mogła przeszła na emeryturę. Wróżono jej szybko i błyskotliwą karierę – była członkinią Wizengamotu, ale wystarczająco wcześnie zdała sobie sprawę z tego, że ta robota nie jest dla niej.

Przynależność (dom): Slytherin
Przedmioty: OPCM, eliksiry, zielarstwo, zaklęcia, transmutacja, starożytne runy;
Popiera: Voldemort;

Wygląd: Mer z całą pewnością nie wyróżnia się z tłumu. O ile jako mała dziewczynka była niezwykle piękna (a urodę bez wątpienia odziedziczyła po matce), o tyle w tej chwili ciężko zauważyć to piękno, które niezmiennie skrywa za kurtyną gęstych, ciemnych włosów i pod nieco za dużymi ubraniami. Ale od początku.
Boswford jest szczupła, a wręcz chuda. Nie chodzi o to, że mało je, czy też się odchudza – ona zawsze mogła pochwalić się taką budową ciała. Nie posiada także okazałego biustu, czy też krągłych bioder. Jej sylwetkę można zaliczyć do chłopięcego typu. Nie ma się czym pochwalić, choć kilka razy słyszała już wyrazy zazdrości z ust szkolnych „koleżanek”. Ona osobiście nie wie czego one jej mogą zazdrościć, ale to już inna sprawa…
Jest raczej niska. Na swoje szesnaście lat mierzy sobie zaledwie metr pięćdziesiąt siedem. Dlatego też łatwo jest jej wtopić się w tłum i zniknąć, kiedy tylko jej tego potrzeba. A jest to nieraz wyjątkowo pożądana umiejętność, dlatego też nie narzeka na swój niski wzrost.
Ma regularne, delikatne rysy twarzy. Znajomi często powtarzają jej, że nie wygląda na swój wiek, ale jej to zupełnie nie przeszkadza. Posiada wąskie, idealnie skrojone brwi, jak gdyby codziennie je regulowała. Pod brwiami znaleźć można niewielkie, niemal całkowicie czarne oczęta. Kiedy się w nie spojrzy, ma się wrażenie, że ona wie o tobie wszystko. Jak gdyby czytała ci w myślach (co wcale tak całkowicie nie mija się z prawdą…). Ma nieco zbyt długi, ale za to prosty, choć lekko zadarty, nos, który wcale nie szpeci jej twarzy. Ona sama jednak go nie lubi i chętnie by go skróciła. Niemożliwe, ale pomarzyć można… Usta są niewielkie. Górna warga nieco większa od dolnej, pełniejsza. Ich kolor można zaliczyć do perłowego, choć zdarza się, że są ciemniejsze. Powodem tego jest to, iż bez przerwy przygryza którąś z warg, gdy nad czymś myśli, jest zdenerwowana, bądź zaniepokojona. W efekcie często są popękane, przez co Mer wiecznie musi je nawilżać.
Ubiera się zwyczajnie, nieco chłopięco. Podobno kiedy była mała uwielbiała sukienki. Świadczyć o tym może jej szafa, a także stare fotografie. W tej chwili za nic nie założyłaby niczego, co odsłania jej szczupłe, zgrabne nogi. Właściwie nie chodzi o to, że chce je ukryć. Raczej nie zależy jej na ich szczególnym eksponowaniu. Oczywiście w szkole zmuszona jest do noszenia spódnicy, ale kiedy tylko może zmienia mundurek, przywdziewając wytarte, męskie dżinsy i męską koszulę.

Charakter: Bez wątpienia Meredith należy do osób o skomplikowanej charakterystyce. Nie da się jednoznacznie określić jaka jest, a jaka nie. Przede wszystkim dlatego, że ona sama nigdy nie mówi nic na swój temat, a poznać jest ją niezwykle trudno.
To, że jest tajemnicza i zamknięta w sobie widać na pierwszy rzut oka. Nikogo nie dopuszcza do siebie nazbyt blisko, uważając, że przyjaciele osłabiają czujność i mogą człowieka pogrążyć. Nikomu także nie ufa, bo zaufanie zbyt łatwo można nadszarpnąć. Ponieważ sama niewiele wie o swojej przeszłości nie zamierza nikogo w nią wtajemniczać.
Jako, że od przeszło sześciu lat pozostawiona jest samej sobie nauczyła się radzić sobie bez pomocy innych. Wie, że może liczyć wyłącznie na siebie i nie zwykła prosić kogokolwiek o pomoc. Zresztą, jest zbyt dumna, by przyznać się przed kimkolwiek, że tej pomocy potrzebuje.
Jest nadzwyczaj silna. Nie fizycznie, co prawda, bo tej siły bez wątpienia jej brak, ale psychicznie. Właściwie nikomu jeszcze nie udało się jej złamać. Nie płacze, nie popada w depresję, czy też obłęd. Jest zrównoważona, opanowana i zawsze idealnie chłodna. Potrafi ocenić sytuację z precyzją godna podziwu i zawsze wie, jak się zachować. Pozyskiwanie poparcia innych jest dla niej chlebem powszednim – nie widzi w tym nic trudnego. Zawdzięcza to nie tylko sprytowi, ale także talentowi aktorskiemu, który już nie raz uratował jej skórę.
Fakt, iż Meredith lubi dominować może wiązać się z jej, wcześniej wspomnianymi, cechami. Nie przepada za podporządkowywaniem się innym, wyłączając z tego nauczycieli, którzy są dla niej wyroczniami i wzorami do naśladowania, a co za tym idzie – nigdy w życiu nie śmiałaby sprzeciwić się ich słowom. W każdym razie, dziewczyna lubi dominować. Bycie górą i pokazywanie innym, że jest się od nich lepszą to coś, co ot tak, samo z siebie jej wychodzi. Kocha władzę. Ma zamiar zawładnąć światem, choć w tej chwili utrudnia jej to niejaki Lord Voldemort, czy też raczej, jak tytułuje go w myślach, czy też rozmowach ze znajomymi (bądź nie) – Czarny Pan. Popiera jego działania, uważając, że to, co robi dla świata czarodziejów jest właściwe. Jest jej ideałem i wzorem do naśladowania.
Zawsze najpierw myśli, a potem robi. Impulsywność nie jest jej znana. Potępia osoby impulsywne, a widząc Gryfonów uśmiecha się kpiąco. Uważa ich za tępaków, czego nie omieszka im wytknąć przy każdej możliwej okazji… Jeśli ktoś kiedyś powiedział, że ta dziewczyna nie jest uprzedzona to chyba oszalał. Chyba nie ma osoby, która by bardziej od niej kierowała się podziałami na domy. Nie toleruje uczniów, którzy nie należą do tego samego domu, co ona i nie zamierza rozmawiać z nimi na jakiekolwiek tematy, chyba, że zostanie do tego zmuszona.
Uwielbia eliksiry i czarną magię. O ile to pierwsze pozostało jej jeszcze z przeszłości, o tyle drugim zaraziła się od ciotki. Pasja do magicznych mikstur to jedyne, co je łączy. Najwyraźniej odziedziczyła talent po ojcu (jedyny plus u tej starej dewotki…), który, gdyby tylko nie pracował w Ministerstwie, zapewne starałby się o stanowisko Mistrza Eliksirów w Hogwarcie, bądź Durmstrangu. Jeśli, zaś, chodzi o jej drugą pasję, uwielbia czytać książki, w której roi się od czarnomagicznych zaklęć. Kilka z nich udało jej się ukraść z działu Ksiąg Zakazanych. W jaki sposób? To jej słodka tajemnica (jakich wiele) i nigdy nie zamierza tego zdradzić. Wie o tym tylko kilka, „zaufanych” osób i na tym poprzestańmy. Prócz tego wiele ksiąg przywiozła z domu ciotki – znalazła je na strychu i w jej prywatnej biblioteczce. Uwielbia rzucać klątwy na biżuterię, a potem podkładać je znienawidzonym koleżanką. Z całą pewnością jest w tym prawdziwą mistrzynią. Jeśli ktoś potrzebuje jakiegoś przeklętego przedmiotu uderza wprost do niej. Mimo, że nikt oficjalnie o tym nie mówi, tak naprawdę każdy uczeń wie, czym się zajmuje w wolnych chwilach. Prócz tego służy także pomocą, gdy potrzeba komuś jakiegoś zakazanego, bądź trudnego w uwarzeniu, eliksiru. Oczywiście niczego nie robi bezinteresownie – tego słowa nie posiada w swoim słowniku – ale to także inny temat…
Jest wredna, cyniczna i naprawdę złośliwa. Potrafi, oczywiście, być miła, czy też raczej kulturalna, ale to zdarza jej się niezwykle rzadko i tylko wtedy, kiedy wie, że coś dzięki temu osiągnie. Właściwie niewiele mówi, ale jeśli już się odezwie możecie być pewni, że jej słowa będą przemyślane, idealnie wyważone i uzyskają taki efekt, jakiego ona będzie sobie życzyła.
Wydaje się, że jest typową mroczną dziewuszką, ale… No dobra – jest typową mroczną dziewuszką, ale tak już bywa, kiedy przejdzie się przez to, co ona i musi się żyć ze znienawidzoną ciotką.
Czy ma jakieś zalety? Bez wątpienia jest piekielnie inteligentna, choć nienawidzi się uczyć. Właściwie nie musi, ale z całą pewnością nie jest typem, który z każdego wypracowania otrzymuje W. Nie bez powodu po SUMach kontynuuje te przedmioty, które kontynuuje – właśnie w nich czuje się najlepiej i ma do nich talent.
Mimo tych wszystkich, niezwykle wyraźnych, wad, jest niemalże towarzyska. To znaczy – bywa na imprezach, ale zwykle robi za przyzwoitkę. Co przez to chciałam powiedzieć? Otóż głowę ma mocniejszą niż większość jej znanych panów, co w efekcie sprawia, że kiedy wszyscy leżą już pod stołami ona wciąż się nieźle trzyma. Nieźle to znaczy, że jest w stanie podnieść się z krzesła i się nie przewrócić. I o ile zdarza jej się, że język jej się pląta, nogi się pod nią uginają, to wciąż ma niezwykle trzeźwy umysł – jest świadoma tego, co robi i wszystko pamięta następnego dnia.
Kim będzie w przyszłości? Nie ma pojęcia. Znając życie pewnie nie dożyje późnej starości, więc kogo to obchodzi.

Historia postaci: Muszę z przykrością stwierdzić, że długa nie będzie. Dlaczego? Zaraz się przekonacie.
Był rok 1969, koniec lata. Wydawało się, że to popołudnie będzie dokładnie takie samo, jak każde inne. Skrzaty przygotowały kolację, nakryły stół, a matka zawołała je na dół. Tak: „je”. Było ich trzy – idealne, śliczne i niemal identyczne. Najstarsza – Margharet – która za dwa dni miała zacząć swój czwarty rok w Hogwarcie, śliczna brunetka o gęstych brwiach i idealnie skrojonych ustach. Zawsze uśmiechnięta, pewna siebie i butna Krukonka, słynąca w całej szkole ze swej nad przeciętnej inteligencji. Średnia – Martha – spokojna, cicha i niezwykle nieśmiała, dwunastolatka, nie potrafiąca prosto złożyć swojego krawata w barwach Hufflepuffu, kochająca miłością bezgraniczną astronomię, a także najmłodsza – Meredith – która za pół roku miała otrzymać swój pierwszy list z Hogwartu. Chłodna w obejściu, nieprzystępna i tajemnicza, wykazująca niebezpieczne zainteresowanie czarną magią. Mimo, że różniły się pod każdym względem, tak naprawdę kochały się bardzo i skoczyłyby za sobą w ogień. No, może nie dosłownie. Margharet z całą pewnością po prostu ten ogień by ugasiła. Martha szukała by sposobu, by obejść zagrożenie i szukałaby bezpiecznej drogi na około. Meredith, natomiast, zmusiłaby kogoś postronnego, by skoczył w ogień za nią. Z całą pewnością ten ktoś należałby do Gryffindoru, ale to już inna sprawa.
Tego wieczoru ubrała się wyjątkowo starannie. Sama nie wiedziała dlaczego. Po prostu miała wrażenie, że powinna. Od zawsze wykazywała się niezwykłą intuicją. Wierzyła także w swoje przeczucia, dlatego też odnalazła najładniejszą sukienkę i włożyła ją na siebie z namaszczeniem. Po kilkunastu minutach, zwarta i gotowa, zeszła do jadalni.
Oczy rodziców były nieobecne – wciąż prześladują ją we snach. Siostry uśmiechały się blado; wyglądały, jak gdyby zasnęły. Coś stuknęło… Odwróciła się powoli, a potem…
Kiedy się ocknęła za oknami panowała już jesień. Z nieba strugami lał się rzęsisty deszcz, a lodowaty, porywisty wiatr targał okiennicami starego domu ciotki. Nie wiedziała, co tu robi i dlaczego nigdzie nie ma jej sióstr. Pamiętała tylko te puste oczy rodziców i dziwny błysk, który oślepił ją, gdy się odwróciła od stołu. Nie rozumiała. Miała wrażenie, jak gdyby ktoś wyczyścił jej pamięć. Nie była w stanie przypomnieć sobie niczego, co wydarzyło się przed tym okropnym dniem…
Kilka lat później poznała prawdę. „To było morderstwo” – powiedziała jej wtedy ciotka. Jej wąskie brwi i równie wąskie, blade usta dodawały surowości jej pomarszczonej twarzy. Dodatkowo zawsze czesała się w ciasny kok na czubku głowy, zakładając niezmiennie czarne suknie, na znak żałoby po ukochanym bracie. I mimo, że nikt nie znalazł żadnych śladów; mimo, że nie odnaleziono sprawcy, ciotka i tak uważała, że to ona jest temu wszystkiemu winna. Nie chciała brać jej do siebie, ale duma nie pozwalała jej oddać jedynego dziecka swego rodzonego brata. Była Ślizgonką z krwi i kości – nie mogła jej oddać. Co by powiedzieli znajomi? Co by pomyślał zmarły brat? Co by pomyślał zmarły ojciec?
Od tej pory Meredith żyje pod jednym dachem z, nieco zwariowaną, starą ciotką, bez przerwy zajmującą się ważeniem potężnych eliksirów i wymyślaniem nowych, szalonych zaklęć. Dziewczyna czasami ma cichą nadzieję, że w wyniku jakiegoś eksperymentu zwyczajnie trafi ją szlag, ale nie mówi o tym głośno. Ona także posiada swoją dumę i potrafi trzymać język za zębami…
avatar
Meredith Boswford

Liczba postów : 17
Join date : 30/08/2010
Skąd : Silvermines

Zobacz profil autora http://odrodzenie-weza.mylog.pl

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach